Nie jesteś zalogowany.
Nastał czas Adwentu...
Jeśli ktoś nie może dospać, albo sam z własnej woli chciałby przeżyc ten czas "inaczej" - zapraszam na roraty dominikańskie od poniedziałku do piątku na godzinę 6:00 (oczywiscie kościół oo.Dominikanów na al.Niepodległości). Wiele osób z 15 (i nie tylko) się pojawia ![]()
Offline
U oo. Dominikanów jest wersja najwcześniejsza ![]()
W innych kościołach (np. na Winiarach) są wersje późniejsze (6.30), dla tych którzy nie śpieszą sie do pracy, szkoły lub gdziekolwiek ![]()
Ostatnio edytowany przez aGA (2007-12-04 09:33:52)
Offline
Słusznie Aga zauważyła - późniejsze też są ![]()
U mnie w parafii (św. Stanisława Bp i Męczennika) jest jeszcze wersja dla śpiochów i dzieci
na 17:00
![]()
Offline
U mnie (św. Mateusz) są o 18
w co dzień a w soboty o 6 ![]()
Offline
Zapraszam do Krakowa 6.30
Offline
br. Paweł napisał(a):
Zapraszam do Krakowa 6.30
OK to do jutra ![]()
Offline
iwonka napisał(a):
br. Paweł napisał(a):
Zapraszam do Krakowa 6.30
OK to do jutra
To może ja też się wybiorę do braciszka na roraty
W parafii Św.Krzyża roraty są na 18.00
Słyszałam dużo o roratach u dominikanów, że panuje tam niezapomniana atmosfera, ale niestety się tam nie mogę wybrać, bo po pierwsze nie zdążę na zajęcia do szkoły, a po drugie nie po drodze mam
Ale może kiedyś...
Offline
U nas w Krakowie też.
Procesyjne wyjście ze świecami przy zgaszonych światłach, a cała Msza odprawiana jest w półmroku.
Piękna atmosfera modlitwy i skupienia
Offline
Dla tych, którzy chodzą do Dominikanów, a nie zawsze widzą tekst na rzutniku.
Rorate coeli desuper
et nubes pluant justum.
Ne irascaris, Domine!
Ne ultra memineris iniquitatem.
Ecce civitas sancta facta est deserta:
Sion deserta facta est.
Jerusalem desolata facta est.
Domus sanctificationis tua et gloria tua,
et ubi laudaverunt te patres nostri.
Peccavimus, et facti sumus tamquam immundus nos
Et cecidimus, quasi folium universi
Et iniquitates nostrae quasi ventus abstulerunt nos
Abscondisti faciem tuam a nobis
Et allisisti nos in manu iniquitatis nostrae.
Vide, Domine, afflictionem populi tui.
et mitte quem missurus es:
emitte Agnum, dominatorem terra,
de petra deserti ad montem filia Sion:
ut auferat ipse jugum captivitatis nostra.
Consolamini, popule meus:
cito veniet salus tua.
Quare mirore? Innovat te dolor?
Salvabo te: noli timere.
Ego enim sum Dominus Deus tuus:
Sanctus Israel, Redemptor tuus.
autor: Aurelius Clemens Prudentius (348-413)
Offline
NO! Czytasz w moich myślach
zamierzałem sobie tego poszukac, bo wzrok już nie ten
przyda sie ![]()
Offline
Dzięki uprzejmości aGI zwanej Pszczołą
możecie posłuchać RORATE COELI (nie, to nie aGA śpiewa
)
Offline
Marcin K-G napisał(a):
Dzięki uprzejmości aGI zwanej Pszczołą
możecie posłuchać RORATE COELI (nie, to nie aGA śpiewa
)
Marcinie serdecznie dziękuję za rozwianie wszelkich wątpliwości ![]()
I wiem, że już jest końcówka Adwentu, ale jeszcze zostawię informację, że znalazłam (znaleźliśmy
) jeszcze jedno miejsce, gdzie Roraty zaczynają się bladym świtem (to dla tych, którym rano śpieszno do pracy
). A mianowicie na Wzgórzu św. Wojciecha, u Karmelitów o 6:00 rozpoczyna się Msza św., również w soboty ![]()
Jest bardzo "kameralnie", polecam (na przyszły rok
)
Ostatnio edytowany przez aGA (2007-12-21 11:50:08)
Offline
aGA napisał(a):
Marcinie serdecznie dziękuję za rozwianie wszelkich wątpliwości
I wiem, że już jest końcówka Adwentu...
nic nie stoi na przeszkodzie, abys zaśpiewała ![]()
Taaa... teraz, kiedy już się nauczyłem wstawać w nocy (5!) to się konczą... w sumie... w pewnym sensie moze i dobrze, bo mogłoby sie to stac "przyzwyczajeniem", a przeciez nie o to chodzi... ![]()
Jeszcze jutro...
Offline
minął rok i znowu adwent... i znowu roraty... wstańcie i przyjdźcie - warto...
Offline
Uwielbiam roraty u poznańskich dominikanów. Najpierw o 5.45 są śpiewane godzinki. Te przypominają mi minione pielgrzymkowe dni, kiedy to prawie równie wcześnie śpiewaliśmy je po wyjściu z miasta. A potem wspaniały śpiew Rorate Coeli. Najpierw intonowane przez braci dominikanów, a potem śpiewane przez cały kościół młodych nie tylko ciałem wiernych. I te śpiewy gregoriańskie "Kyrie ..." . A że trzeba wcześnie wstać. Już nie raz dowiedziono, że radość zawsze jest tym większa, im więcej poświęcenia trzeba było włożyć.
Pozdrawiam porannych skowronków oraz tych, dla których godzina 6.00 to środek nocy.
Offline
widziałem Cię dziś rano Grzegorzu ![]()
kto jeszcze z Was był (chodzi?)
Offline
Roraty A.D.2008
Dzwonek budzika. Jest 5.00 rano. Szybko się ubieram i idę do kościoła, do Dominikanów. Jest zimno, ale rześko. W kościele cisza. Ciemno. Tylko jedno jedyne światło na wprost, przy ołtarzu. Duża świeca. Symbol Chrystusa. Świeci mocnym, jasnym płomieniem. Zapalam swoją świeczuszkę. Taką na 2 godziny palenia. Mój mały płomień i ten wielki, jasny. Chrystus i ja. To „ja” chciałoby się napisać jak najmniejszymi literami. Jestem taki malutki wobec potęgi miłości Jego. Powoli zapalają się kolejne światełka. Ludzie schodzą się i każdy zapala swoją świeczkę. W kościele robi się coraz jaśniej. (Dominikanie specjalnie nie zapalają światła elektrycznego przez całą mszę. Jest tylko punktowe na ołtarz i na ambonkę). Dzięki tym święcącym punkcikom rozpoznaję kontury kościoła, ławki, twarze ludzi. Przychodzi mi na myśl takie porównanie. Oto przed przyjściem Jezusa na świat, wszyscy ludzie żyli w mroku. Panowały ciemności. Rozbłysło światło Narodzenia. Zapaliła się nadzieja. Najpierw płonął jeden, żywy ogień. I w tych ciemnościach zaczęły pojawiać się, z początku nieśmiało, pojedyncze ogniki. Apostołowie ruszyli w świat. Ogników przybywało. Coraz więcej i więcej. Klasztory, kościoły, rzesze wiernych. Z tych małych płomyków powstało wielkie światło i powoli wyłonił się obraz kościoła. Taki znajomy, rozpoznawalny dzięki tym małym ognikom. Niby małym, ale jakże ważnym. Nawet najmniejszy musi się świecić, bo dzięki niemu można zobaczyć tylko ten malutki fragmencik kościoła. Gdyby nie było tego światełka, to być może nigdy byśmy nie odkryli piękna tego zakamarka.
Około 5.45 zaczynamy śpiewać godzinki. Tak, te znajome z pielgrzymki. Ale jakby inne. Może dlatego, że śpiewa je cały kościół. Wszyscy, i starsi i młodsi, i z pięknym głosem i fałszujący, i męskie barytony i kobiece soprany. Każdy na swój sposób chwali Maryję, opowiada o niej. Tak samo jak my w drodze. Idąc rano ulicami miast, wiosek, polnymi ścieżkami śpiewamy dla Niej. Zawsze na początku melodię podaje dziewczyna ze scholi. Potem wierni odpowiadają i melodia płynie dalej.
Zawsze uważam, żeby moją świeczkę trzymać prosto. Jeżeli pochylam ją na boki, to się szybciej wypala. A ja chciałbym, żeby wytrzymała i godzinki i całe roraty.
Po godzinkach chwila ciszy. I nagle śpiew : „Rorate, coeli desuper, et nubes pluant justum”. Dreszcz przechodzi po plecach. Kto to usłyszał, ten wie o czym mówię. Wchodzi procesja, a my śpiewamy tę pieśń po łacinie. Na szczęście są słowa na tablicy. Słowa i pięciolinia z nutami. (Jak to dobrze, że w szkole uczyli nas czytać nuty). Nawet ten, co nie zna melodii, dzięki takiej podpowiedzi może włączyć się w śpiew. „Rorate, coeli desuper ...”
Ksiądz Jan Góra prowadzi procesję wśród wiernych pośrodku kościoła. Najpierw jest niesiony krzyż, potem biblia, w końcu idzie celebrans. Jan Góra. Człowiek legenda Poznania. Młodzież lgnie do niego jak pszczoły do miodu. Jest jak ojciec. Bardzo wymagający. Stawia trudne zadania. Kształtuje charaktery. Ale za młodzież, naszą poznańską młodzież akademicką dałby się pokrajać. Idzie powoli, z namaszczeniem. Każdy krok stawia z rozmysłem. Celebruje. Powoli obchodzi ołtarz. Okadza go. "...et nubes pluant justum".
I teraz zaczyna się prawdziwa uczta. Wskrzeszona melodia ze średniowiecznych klasztorów. Chorał gregoriański. Śpiewany przez wszystkich. "Kyrie elejson". To trzeba usłyszeć. Jeszcze wykonany przez głęboki głos ojca Jana. Zupełnie się nie dziwię, że na te roraty przychodzą takie tłumy. Pamiętam, dwadzieścia parę lat temu, kiedy przychodziłem do kościoła na te roraty, były pustki w ławkach, ale ojciec Jan cały czas konsekwentnie wymagał, abyśmy śpiewali właśnie tak. Ze wznoszącymi i opadającymi nutami samogłosek, z przeciąganiem końcówek, po prostu tak, jak kiedyś śpiewali mnisi w klasztorach. I powoli zdobył dla tego śpiewu wielbicieli. Ludzi, którzy rozkochali się właśnie w takim wykonaniu, w takiej melodyce. Teraz już o wpół do szóstej nie ma gdzie szpilki wcisnąć. Zajęte są nawet przejścia pośrodku kościoła.
Jest jeszcze jedna rzecz, która mi się bardzo podoba w czasie tych rorat. To są pieśni adwentowe. Śpiewane po 10, 12 i więcej zwrotek. Można powiedzieć, prawdziwe opowiadania. O oczekiwaniu, o ciemności, o nadziei. Śpiewane od początku do końca. Bo któżby chciał przerwać opowiadanie w najciekawszym momencie. Śpiewający są jednocześnie opowiadającymi i słuchaczami. Dzięki ekranom wiedzą, co mają zaśpiewać, a jednocześnie jest to dla nich nierzadko nowość w treści. Naprawdę nie wiem, skąd studenci ze scholi wygrzebują te pieśni, ale są one piękne. (nie tak jak niektóre współczesne infantylne typu: Jezus Cię kocha, tralala, Aleluja).
Pozdrawiam tych, którzy uczestniczą we wspólnocie roratniej. A zwłaszcza Marcina, Sławka i innych
Offline