Nie jesteś zalogowany.
Tak tu pusto - czyżby nikt nie pamiętał ostatniej pielgrzymki...
ja pamiętam doskonale... Na Jasną Górę szłam po raz czwarty... czas pielgrzymki opisałam w świadectwie http://poznan15.info/index.php?art=62 więc nie będę się powtarzać... ale to, co chciałam napisać - jednym zdaniem: ZNALAZŁAM SWOJE MIEJSCE
Dzięki!!! ![]()
Offline
To i ja się tu odezwę:) Dla mnie to była premiera, ale przeżycie było niesamowite! Zaskoczyło mnie wiele sytuacji: życzliwość ludzi, którzy przyjmowali nas do swoich domów, wystawiali przed domy wiadra kompotu i hektolitry "świętego paliwa", jedność w grupie pomimo różnic (wiekowych i innych), wielka radość po pokonaniu kolejnego etapu, który wydawał mi się ostatni (bo myślałam, że dalej nie dam już rady) no i to, że jednak dotarłam do celu:) Duża w tym zasługa osób życzliwych, które pomogły w trudnych chwilach i udzielały cennych rad (te osoby na pewno wiedzą, że to o nich- szczególnie jedna- ta która mnie w to wciągnęła;) I jeszcze to, co też jest bardzo ważne- nadal mam kontakt bezpośredni z częścią pielgrzymów z piętnastki, no i pośredni przez stronkę i forum:) A często zdarza się, że nowe znajomości z jakichś wyjazdów nie wytrzymują próby czasu i wszystko się rozmywa. Cieszę się, że byłam z Wami- drodzy piętnastkowicze i mam nadzieję, że to był pierwszy, ale nie ostatni raz:)
Offline
to teraz czas na mnie.
pielgrzymka 2006 nie była moją pierwszą wędrówką do Matki, a mimo to pozostanie w mojej pamięci na bardzo długo, ponieważ była to pielgrzymka w wielu aspektach przełomowa. Przede wszystkim dlatego, że szłam po raz pierwszy w służbach (i to od razu we wszystkich dla mnie możliwych, bo co sie będę rozdrabniać
) poza tym czternastego lipca, był kolejny przełom życiowy ponieważ idąc do Matki przy okazji weszłam w pełnoletniość,
ale najważniejszym przełomem dla mnie było zażegnanie pewnego konfliktu z poprzednich lat pielgrzymki... ![]()
![]()
a za niepowtarzalne wspomnienia i tworzenie tego magicznego klimatu wszystkim baardzo dziękuję. Dobrze że jesteście
do zobaczenia już niedługo ![]()
Offline
Tak krótko i na temat, to było miło, ale się skończyło... Pamiętam!!! A to jest najważniejsze!!! Pamiętam wszystkie 6 pielgrzymek w 15, mało smutków i większość radości... Pamiętam pierwsze kroki wogóle w pielgrzymce, w porządkowych, w drogówce (pamiętam spojrzenie i obawy pewnego Pana M, gdy to mi wręczał kamizelkę i lizaka...)!!! Pamiętam wkońcu Was (niestety nie wszystkich, gdyż biegając przed lub za grupą trudno jest poznać wsystkich nowicjuszy, więc to raczej Wy mnie znacie i lepiej pamiętacie), dzięki którym jest 15, bo MY nią jesteśmy!!! Pamiętam chwile lepsze i tegorsze, ale wtedy był zawsze ktoś, kto pocieszył, podniósł na duchu!!!
Ja pamiętam i Wy też pamiętajcie!!!
Offline
Jak na razie nie mogę poszczycić się dużą ilością pielgrzymowania do Matki Boskiej tak jak inni (pielgrzymowałam w tym roku po raz 3). Ale wszystkie wędrówki pozostają w mej pamięci. Najbardziej utkwiła mi pierwsza moja pielgrzymka. Dlaczego??? Sama nie wiem.... Może znajdzie się jakieś wytłumaczenie.
Pamiętam jaka byłam wystraszona całego tego pielgrzymowania. W ogóle tyle kilometrów (bałam się czy dam radę, czy dojdę) i żadnej znajomej twarzyczki (no oprócz księdza Tomka i kuzyna), no i co tu z noclegami?? (bo przecież gdzieś trzeba spać). Ale po pierwszych paru godzinach pielgrzymowania strach powoli zanikał, a rodziła się ciekawość co będzie dalej. Poznałam wiele wspaniałych osób z którymi nadal utrzymuje przyjazne stosunki (oby tak dalej) oraz zaskoczyła mnie otwartość ludzi przyjmujących pielgrzymów pod swój dach na nocleg. Nigdy nie sądziłam, że są oni tacy mili i pomocni w stosunku do nas-pielgrzymów. Kiedy co roku ich odwiedzam (a staram się nie tylko podczas pielgrzymki, choć nie zawsze to się udaje L) to sama sobie się dziwie, że nie mogą się doczekać kiedy ugoszczą nas pod swoim dachem, pomimo nie kiedy wielu trudności.
W ogóle w moim otoczeniu panuje przekonanie, że ludzie na pielgrzymce cały czas pogrążeni są w modlitwie i skupieniu, i że nie ma miejsca na wygłupy (z tego co się przekonałam to na jedno i drugie zawsze znajdzie się czas J). W sumie z tego powodu i jeszcze paru innych trudno było mi podjąć decyzję o wybraniu się na pieszą pielgrzymka na Jasną Górę. Jednak z małą pomocą księdza Tomka postanowiłam przełamać lody i wybrać się (kto nie spróbuje ten nie wiem co traci) i spróbowałam. I tak już chodzę od trzech lat. Czy żałuję???? Ależ skąd...
Teraz nie wyobrażam sobie roku bez pielgrzymowania do naszej kochanej Matuli. Za pierwszym razem byłam mile zaskoczona całą tą pielgrzymką. Nie sądziłam, że podczas niej jest coś takiego jak chrzest (do dziś pamiętam smak słynnej miksturki J), i że rozgrywane są mecze piłki nożnej pomiędzy grupami (nie pamiętam wyniku, ale wtedy piętnastka wygrała z dwójeczką).
Z roku na roku skład grupy się zmienia (jedni-nowi przychodzą, drudzy odchodzą), ale atmosfera panująca podczas wspólnego pielgrzymowania jest bez zmienna. W moim odczuciu człowiek po dziesięciu dniach wraca do domu inny, odmieniony. Tak jest w moim przypadku. Może w Waszym jest tak samo....??? Trzeba tylko pamiętać, że nie można porównywać do siebie pielgrzymek, bo każda jest inna, wyjątkowa....
Offline